Izrael Poznański miał siedmioro dzieci. Synowie bardzo aktywnie uczestniczyli w życiu całego przedsiębiorstwa Poznańskiego. Po przekształceniu w spółkę akcyjną, każdy z nich miał swoje udziały. To rodzinne przedsiębiorstwo było podstawą i fundamentem majątku całej rodziny. Po śmierci Izraela najstarszy syn – Ignacy został prezesem i miał decydujący głos w spółce. Dużo uwagi rodzinnemu przedsiębiorstwu poświęcał też Karol – był dyrektorem technicznym. Wspierał ich szwagier Jakub Hertz – mąż Anny Hertz z domu Poznańskiej. Kolejny z braci – Herman przeniósł się do Warszawy i tam wiódł życie z dala od rodzinnej firmy, był prezesem banku. Najmłodszy z braci – Maurycy zdecydowanie mniej niż bracia zainteresowany był fabryką, chociaż oczywiście zasiadał w zarządzie spółki. Oddał się pracy społecznej i kulturalnej.

Maurycy ożenił się z Sarą Silberstein, córką łódzkiego fabrykanta. Już wkrótce razem z zapałem oddali się działalności filantropijnej, a także kulturalnej. Należał m.in. do Żydowskiego Towarzystwa Dobroczynności i Polskiego Towarzystwa Teatralnego. Finansowo wspierał Łódzkie Towarzystwo Muzyczne, fundował najróżniejsze przyjęcia i spotkania, na których zbierano datki dla najuboższych. Zaangażował się też w działalność polityczną, reprezentując Polskę w Paryżu na konferencji pokojowej w 1919 roku. Występował tam w roli eksperta od spraw gospodarczych. W niepodległej Polsce nie zaniechał działalności politycznej.

Maurycy Poznański zmarł w 1937 roku w Nicei i tam też został pochowany. Kiedyś zastanawialiśmy się dlaczego pomiędzy spektakularnymi grobowcami Poznańskich i Silbersteinów, znajduje się jedynie mała płyta nagrobna Maurycego i Sary. Otóż i znaleźliśmy odpowiedź. Jest to tylko symboliczny grób.

Mimo, iż Maurycy nie był szczególnie pochłonięty życiem fabryki, niewątpliwie czerpał zyski z bycia akcjonariuszem. O skali tych zysków co nieco może nam powiedzieć jego dom, który możemy zwiedzać. Najmłodszy syn Izraela Poznańskiego mieszkał w pałacu położonym u zbiegu ulic Nowo-Ceglanej oraz Długiej – dzisiaj Więckowskiego i Gdańskiej. Rezydencja została ukończona w 1902 roku. A niedawno została odremontowana, dzięki czemu wygląda niemal jak nowa. Jest to dwukondygnacyjna, narożna budowla, która swoją architekturą nawiązuje do form renesansowych w weneckim wydaniu. Wnętrza urządzone były w stylu renesansowym i rokoko.

Najpierw wielokrotnie podziwialiśmy fasadę pałacu. Ogromna ilość zdobień i detali zawsze budzi nasz zachwyt. Później wybraliśmy się do Muzeum Sztuki, mieszczącego się wewnątrz pałacu. Wyjątkowo spodobała nam się klatka schodowa. Od marmurowych schodów, żeliwnej balustrady i światła przyćmionego witrażem bije dawny blask. Napotkaliśmy jeszcze dwa pokoje, które oddawały bogactwo pierwotnego wystroju. Był to narożny salon, który miał złote kasetony na suficie, a ściany obite boazerią i tkaninami oraz salonik w stylu rokoko – lekki, różowy i bogato zdobiony. Pozostałe pokoje przystosowano do wymogów galerii sztuki. Cóż, lepiej tyle niż nic.

Zrewitalizowana fasada i pokoje rzeczywiście pokazują jak majętna była to rodzina. Są to przepiękne miejsca, które naprawdę warto zobaczyć na własne oczy, bo aż trudno uwierzyć, że taki przepych był dla kogoś po prostu domem rodzinnym i najzwyklejszą codziennością. Wydaje się nam, że z narożnym salonem nie może równać się żadne pomieszczenie znajdujące się w pałacu Izraela Poznańskiego. Szybciej już znaleźlibyśmy coś godnego porównania w pałacu Scheiblera przy Wodnym Rynku.

Jeżeli natomiast chodzi o Muzeum Sztuki to musimy przyznać, że nie jesteśmy koneserami sztuki nowoczesnej. Chwała za to, że znalazło się miejsce, w którym można oglądać takie wystawy. Ale aby znaleźć w tym jakiś sens, chyba naprawdę trzeba być znawcą. My trafiliśmy akurat na czasową wystawę dzieł w nurcie dadaistycznym. Nie byliśmy chyba przygotowani na taką dawkę absurdu. Oczywiście nie negujemy sztuki nowoczesnej, ale jeśli znów przyjdzie nam ochota na obcowanie ze sztuką, to raczej wybierzemy się do Galerii Sztuki Dawnej, do pałacu Herbsta, gdzie w starej wozowni znajduje się świetna wystawa dzieł XIX-wiecznych malarzy. I zamiast bagietki pomalowanej na niebiesko, obejrzymy obrazy Matejki, Chełmońskiego czy Boznańskiej. Ale przecież o gustach się nie dyskutuje.

W sumie, to cieszymy się, że pałac znalazł lokatora w postaci muzeum, a nie niszczeje zapomniany i rozkradany, jak wiele innych zabytków.

 

Jeśli macie trochę wolnego czasu i chęć na obcowanie ze sztuką, to możecie zajrzeć do:

  1. MS przy Więckowskiego i przy okazji obejrzeć namiastkę fortuny Poznańskich – Muzeum gwarantuje zderzenie ze sztuką nowoczesną.

Godziny otwarcia we wtorki 10-18, a od środy do niedzieli 11-19;

  1. MS przy Tymienieckiego (dawna wozownia przy pałacu Herbsta) – Muzeum zapewnia galerię obrazów autorów, o których na pewno czytaliście w szkole.

Do połowy listopada galeria jest zamknięta, ale normalnie można ją odwiedzać od wtorku do niedzieli w godzinach 11-17;

  1. MS2 przy Ogrodowej – nie byliśmy jeszcze, więc Wam jeszcze nie zarekomendujemy

 

Ceny biletów to 10 zł (normalny) i 5 zł (ulgowy) do każdego z oddziałów. Można też kupić karnet za 16 zł (normalny) i 8 zł (ulgowy) i obejrzeć wszystkie trzy miejsca. W czwartki bilety nie obowiązują.

Powinniśmy chyba uzupełnić ten wpis informacją, że wszystkie trzy lokalizacje są oddziałami jednego muzeum, specjalizującymi się w różnych dziedzinach sztuki. Szczegóły możecie znaleźć na stronie internetowej Muzeum Sztuki w Łodzi.

Dajcie znać czy Was namówiliśmy.

Napisaliśmy na podstawie:
1. Dariusz Kędzierski, Ulice Łodzi, wydawnictwo Księży Młyn, Łódź 2009
2. Ryszard Bonisławki, Spacerownik Łódzi, Biblioteka Gazety Wyborczej,