Wielu powiedziało już, że do Łodzi przyjechać można, co najwyżej po to, aby na własne oczy zobaczyć jak umiera wielka, miejska aglomeracja w sercu Polski. „Polskie Detroit” i podobnie bzdurne nagłówki w wielu bardziej i mniej poczytnych gazetach lubią, od czasu do czasu, popastwić się nad tym biednym i brudnym miastem. Wróżą przy tym, że Łódź wyludnia się w tempie hiperekstremalnym i za parę lat w mieście zostaną już tylko emerytki z kotami (w końcu kobiety żyją dłużej). Jak wypadek z udziałem tramwaju – Łódź. Jak ktoś kogoś pobił na ulicy – z pewnością w Łodzi. W szpitalu zaniedbano pacjenta – Łódź?  To czasem zabawne, jak oglądając w telewizji zapowiedź migawki w stylu „motorniczy potrącił”, „zabójstwo na ulicy”, „okradł i uciekł” większość tych historii wskazuje na Łódź. Jakby nie było w Polsce innego miasta, w którym jeżdżą tramwaje i zdarzają się wypadki. Jakby na ulicach w Warszawie, Gdańsku i Krakowie nikt nigdy nikogo nie pobił, nie pchnął nożem lub nie podpalił jakiegoś samochodu. O Łodzi często mówi się bezsensownie źle tylko po to, aby po raz kolejny odgrzać kotleta z krajowym stereotypem – jak coś złego, to pewnie w Łodzi. No i co z tym fantem zrobić? Chyba nie zostaje nic innego, jak tylko w to uwierzyć.

Aby już ostatecznie położyć się na deskach, popytaliśmy o Łódź paru naszych znajomych, którzy z miastem mieli tyle wspólnego, że „słyszałem i kiedyś przejeżdżałem”. Mówili nam, że w sumie nie wiedza nawet z czego słynie Łódź i co w tym mieście jest na tyle charakterystycznego jak na przykład Wawel w Krakowie, czy chociaż pomnik syrenki w Warszawie.
Ich opinie o Łodzi:
– znam i wiem, że w centralnej Polsce (gratulujemy wiedzy geograficznej),
– na prognozie pogody czasem pojawia się napis „Łódź”, obok chmurki z temperaturką (ale nie zawsze i nie wszędzie, tak jakby środek Polski był bezgraniczną, bezludną wyspą),
– duża galeria handlowa ale nazwy nie pamiętam (bo po co?),
– słyszałem że macie niezłe korki (to Ci oczytani i lubiący być na bieżąco z informacjami),
–  ziemia obiecana, ktoś o tym pisał…. (pozdrawiamy wszystkie polonistki).

Dlatego też pomyśleliśmy, że jeśli znajdą się tacy odważni, aby do Łodzi jednak przyjechać i coś załatwić lub po prostu zobaczyć „polskie Detroit z bliska”, to przyda im się poradnik z kilkoma wskazówkami

„Jak przetrwać w Łodzi i wrócić w jednym kawałku” .

1.

Unikaj centrum miasta: Jeśli do Łodzi przyjechałeś tylko na chwilę, musisz koniecznie dać sobie spokój z miejskim centrum. Nie dość, że nikt nigdy nie wie, gdzie to centrum jest (bo przecież na Placu Wolności, a może jednak Central to centrum miasta, chociaż rynek Manufaktury też jest całkiem przyjemny. Nie wspominamy nawet o czymś, co wielu nazywa Nowym Centrum Łodzi, aby nie dobijać już leżącego), to jakieś 4 tysiące kamienic dla entuzjastów i amatorów ciekawej architektury może okazać się zabójczo wciągające. Zwłaszcza, że ostatnio bardzo intensywne prace związane z rewitalizacją kamienic, ulic i kwartałów poskutkowały miejscami niezwykle ciekawymi i sprawiającymi, że trudno oderwać od nich wzrok.

2.

 Ale skoro już nieopatrznie znalazłeś się w centrum, uważaj na miejscowe restauracje i knajpy, które odwiedzasz:  Najgorzej jest w miejscach, które w Łodzi (wg różnych szacunków i stereotypów) uchodzą za najbardziej wyludnione, czyli na Piotrkowskiej czy „Off Piotrkowska”.  Niestety w tych miejscach nie znajdziesz typowych, bezpiecznych sieciówek, znanych skądinąd. Na Piotrkowskiej, a zwłaszcza na Off’ie dynamicznie przybywa kolorowych i zmyślnych lokali na miłe spędzanie wolnego czasu. Tematyczne knajpy otwierają się jak grzyby po deszczu. Miejsca te częstokroć świetnie wykorzystują historię miasta- zwłaszcza jej industrialny charakter. Widać to w nazwach, aranżacjach wnętrz czy serwowanym menu. Zatem, jeśli szukasz tradycyjnych, sieciowych smaków możesz na Piotrkowskiej czy w innych śródmiejskich knajpach poczuć się nieco zagubiony.

3.

Trzymaj się wytyczone ścieżki i nie skręcaj w podejrzane miejsca: Szczególnie ważne na Piotrkowskiej. Idąc prosto, pod żadnym pozorem nie skręcaj w boczne uliczki. Jeśli to zrobisz, możesz przez przypadek trafić na przykład na podwórzec przy ulicy 6 sierpnia. Oddany do użytku zupełnie niedawno, przyciąga tłumy ciekawych tego miejsca, ciekawych fajnych knajp i wyszukanych smaków, ciekawych wspaniałej aranżacji czy czegoś nowego. Miejsce to grozi dobrym smakiem, fajnym klimatem i niezłymi wrażeniami estetycznymi. Kawałeczek dalej od opisanego woonerfu jest też npa przykład ulica Moniuszki (kiedyś pasaż Meyera) o niesłychanie ciekawej historii i równie ciekawych planach na jego zagospodarowanie. Więcej o tym miejscu tutaj.

4.

Niebezpiecznie kuszące bramy i podwórka kamienic: Trzeba również uważać, aby nie wejść w podejrzanie przyjaźnie wyglądającą bramę czy podwórko. Można tam znaleźć świetne knajpy, przykłady wspaniałych rewitalizacji podwórek czy niesłychanie wyjątkowe i nieszablonowe miejsca – jak Pasaż Róż. Szczególnie należy uważać na wspomniany pasaż – można przez przypadek zachwycić się niebywałą oryginalnością tego miejsca i sprawić, że równie przypadkowo wymsknie się nam: „No czegoś takiego to jeszcze nigdzie nie widziałem…”.

5.

Jeśli na zakupy – to nie do Łodzi: Ilość małych butików, sklepów czy ogromnych galerii handlowych może przytłoczyć nas już na samym starcie i zaważyć na naszych decyzjach zakupowych. Zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę, że niemal na rzut kamieniem od Łodzi dostępne są takie miejsca jak CH Ptak czy inne hurtownie odzieży, w których ponoć zaopatruje się pół, jeśli nie cała Polska. O projektantach nawet nie chcemy wspominać. Zakupy mamy już z głowy. Bo jeśli nie wiadomo od czego zacząć, to lepiej w ogóle nie zaczynać.

6.

Ważna rada – nie zabieraj dzieci na wycieczkę do Łodzi: Miasto już na starcie rzuca kłody pod nogi. Człowiek nie wie bowiem czy woli bardziej do zoo na bliskie kontakty z sępami (kto był w łódzkim zoo, ten wie o czym mowa), czy bardziej edukacyjnie do Muzeum Kinematografii, a może bardziej kulturalnie – do teatrów Pinokio lub Arlekin… Do tego przytłaczająca ilość miejskich parków, a w nich alejek, boisk, ścieżek tematycznych, pomników natury czy głupich placów zabaw – tradycyjnych na piasku i nowoczesnych na gąbce! Kto to widział takie rzeczy robić? Zbyt duża liczba możliwości sprawia, wszelki entuzjazm związany z doborem miejsca na spędzie czasu, gaśnie momentalnie w obliczu konieczności podjęcia decyzji. Niedawno miejski Aquapark „skarżył się” na wciąż rosnącą liczbę gości. Skąd Ci ludzie? Może ich dowożą? Nie potrafimy też wyjaśnić zainteresowania takimi miejscami jak np. Semafor? Przecież nie ma McDonalds w pobliżu. Ostatnio czytaliśmy o otwarciu nowego skateparku na Widzewie, niedługo wystartować ma również niesamowite EC1. Wolimy nie rozwijać tych kwestii, aby czytelnikowi nie dokładać powodów do zmartwień.

7. 

Jak już wjedziesz do miasta – utkniesz w korku: Niestety miasto postawiło mocno na remonty. Nie wiedzieć czemu bowiem „Polskie Detroit” powinno mieć ulice, gdzie asfalt występuje w ilościach mikroskopijnych, a głębokość przeciętnych dziur mogłaby dla organizatorów kolejnego Camel Trophy być podpowiedzią na wyścig z gatunku: egzotycznie ekstremalny. Do tego prosta i wyremontowana ulica będzie nieźle kontrastować ze streotypem o postępującym rozkładzie miasta. Jeszcze ktoś przez przypadek pomyśli sobie, że w Łodzi może nie jest tak źle, jak mówią. Najgorzej jest, jeśli musisz z Widzewa dostać się na przykład na Retkinię (skrajne osiedla w osi wschód-zachów). W każdym dużym mieście występuje przecież tyko jedna droga na wschód i zachód, północ i południe, i nikomu nie przychodzi do głowy, aby je remontować. W Łodzi o zgrozo, odcięto i rozkopano serce miasta. I na nic zdają się tutaj deklaracje, że będzie nowe torowisko pod tramwaje, lepsza droga dla samochodów, tunel pod Centralem (dla tych, którzy nie wiedzą, wielu to miejsce uważa za centrum miasta). Nieważne, że droga która idealnie wpisywała się w obraz „Detroit” będzie lepsza, drożna, równa i przestanie straszyć. Nieważne jest nawet to, że dla wielu mieszkańców podróż na linii wschód – zachód będzie przyjemniejsza i wygodniejsza, a przede wszystkim szybsza. Najważniejsze, że piewcy rozkładu miasta okrzyknęli inwestycje głupią i niepotrzebną, a cała reszta bije im brawo.

8.

Wystrzegaj się miejsc o podejrzanej nazwie: i nie wierz w zapewnienia, że można zobaczyć tam coś ciekawego. Najgorzej jest chyba na Księżym Młynie. Nie dość, że nazwa ma jakąś podejrzaną konsystencję i nie wnosi tak wiele jak typowe: rynek główny, deptak imienia tego i tamtego czy nawet poczciwy plac przy takiej czy innej ulicy, to jeszcze nie wiadomo czym się zachwycać. No bo czym? Loftami u Scheiblera? A kim w ogóle był ten Szajbler i co to za nazwa, której i tak nikt nie zapamięta. Nie można było tak po prostu, jak w każdym cywilizowanym mieście? Złote Lofty czy Cudownie Mieszkania w Starej Fabryce (trochę długie, ale jeszcze da radę zapamiętać). Ostatecznie Lofty w Łodzi i każdy byłby zadowolony. Już na starcie cała idea pogrzebana. No, ale co z tymi loftami? A no nic, nikt ich nie chce i nikt tam nie mieszka – miejsce idealne dla piewców miejskiego rozkładu. Modelowa sytuacja: giga inwestycja w Łodzi – to i giga klapa. Po całym kraju krąży już opinia, że choć pomysł wspaniały i miejsce wyjątkowe, to jednak Łódź. I wszystko jasne, czemu te lofty nie wypaliły. To, że w momencie ogłoszenia inwestycji mieszkania wyprzedały się w kilkadziesiąt minut, można jakoś przemilczeć – ważniejsze, że nic z tego nie wyszło.

No ale Księży Młyn to nie tylko lofty, ale też na przykład Fabryka Grohmana. Znowu egzotyka nazwiska ? No co w tej Łodzi powariowali? Nieważne, że w tej właśnie fabryce zrobiono jedną z lepszych rewitalizacji w kraju. Że miejsce to, znane lepiej jako Łódzka Specjalna Strefa Ekonomiczna, dostało jakąś tam nagrodę w skali Europy czy świata. Kogo to obchodzi? Jest w Łodzi i to wystarczy, żeby było do niczego. Są tam jeszcze podobno jakieś beczki, ale co w tym ciekawego i o co z nimi chodzi, tego nikt nie wie. Zwłaszcza, że to podobno jakaś brama, które prowadzi do nikąd. Typowe dla Łodzi, prawda?

Na Księżym Młynie jest jeszcze Muzeum Kinematografii (bo Łódź kiedyś, kiedy nie była jeszcze polskim Detroit, była stolicą kinematografii, bajki i polskiego filmu – stąd to muzeum) i rewitalizują jeszcze jakieś ponad 100 letnie osiedle. Czym tu się zachwycać? Tym, że można w tym miejscu przeżyć wycieczkę w czasie o jakieś 100 lat? Bez sensu. Gdzie tu jest najbliższy kebab?

9.

Gdzie na studia? Byle nie do Łodzi! Jest tutaj podobno największy Uniwersytet Medyczny w kraju. Do tego prestiżowy wydział prawa Uniwersytetu Łódzkiego. Jeśli dobrze pamiętamy w rankingu wydziałów prawa zajął drugie miejsce zaraz za Uniwersytetem Warszawskim. Ktoś słyszał? Coś jeszcze? Politechnika Łódzka z ogromnym campusem i do tego w budynkach po starej fabryce. No co za pomysł?! Jest jeszcze m.in. łódzka filmówka i parę innych ciekawych uczelni. Jednak, jak głoszą entuzjaści stereotypu drugiego Detroit w Łodzi, po filmie zostało już tylko muzeum. Wisienką na torcie jest epizod ze strzelaniną na juwenaliach. W tej Łodzi to nawet studenci jacyś tacy… łódzcy.

10.

Szukasz fajnego festiwalu? Raczej nie w Łodzi. W ubiegłym roku byliśmy na kolorowym festiwalu Light Move Festiwal. Z roku na rok jakoś tłoczniej w październiku na Piotrkowskiej, do tego w ubiegłym roku kolorowe projekcie odbywały się w różnych miejscach miasta. Może zdjęcie poniżej lepiej opisze te sytuację. Niemniej jednak czy ktoś o tym słyszał lub widział? (to tylko jeden z licznych łódzkich festiwali i eventów, także szczerze radzimy – nie przyjeżdżajcie!)