Juliusza Kunitzera zostawiliśmy w momencie, gdy nabył od Ludwika Meyera posiadłość we wsi Widzew. Szybko ukończone przedsiębiorstwo było gotowe, aby przerobić bawełnę od stanu surowego aż do gotowego produktu.

Do tego, by rozwinąć swoją fabrykę potrzebował kredytu. Udał się więc do Juliusza Heinzla – uznanego już w Łodzi fabrykanta z ogromnym majątkiem i otwartym kredytem – z propozycją współpracy. Powstała spółka bawełniana, a kolejne lata były latami prosperity. Do fabryki na Widzewie pociągnięto tory kolejowe, rozbudowano samą fabrykę, ale powstały też m.in. osiedle robotnicze, przyfabryczny szpital oraz szkoła. Ta ostatnia powstała bez pozwolenia władz rosyjskich i trzeba było ją zamknąć. Za opiekę medyczną płaciła fabryka, powstała kasa chorych oraz fundusz, z którego płacone były zasiłki. Funkcjonowały ubezpieczenia dla robotników. Co było zjawiskiem dość wyjątkowym w środowisku fabrycznym. Zazwyczaj robotnicy, którym przydarzył się wypadek w pracy pozostawali bez opieki. Jeśli nie mogli wykonywać swoich zadań, byli relegowani i pozostawali bez środków do życia.

 

Tę sielankę nieco zburzył zatarg z sąsiadem. Otóż fabryki nie mogły obyć się bez stałego dopływu wody. Oprócz tego, że wodę z Jasienia wykorzystywano przy procesie produkcyjnym, to wylewano do niej również wszelkie zanieczyszczenia. I to stało się przyczyną konfliktu. Ściek, w jaki Kunitzer i Heinzl zmienili Jasień, spływał dalej do stawu wykorzystywanego do produkcji w majątku Scheiblera. Sprawę załatwiono jednak polubownie.

Po śmierci Juliusza Heinzla w 1895 roku Kunitzer współpracował z jego spadkobiercami – synem zmarłego Juliuszem Teodorem oraz jego zięciem Józefem Tanfanim. Kryzys przełomu wieków zmusił inwestorów do zaciągnięcia ogromnych pożyczek, a na domiar złego przestoje związane z rewolucją (1905) każdego dnia przynosiły wielkie straty. Kunitzer zdecydował się na pacyfikację strajkujących robotników. Odbyła się ona dość brutalnie, a winą za to obciążono fabrykanta. Polska Partia Socjalistyczna wydała na niego wyrok. Juliusz Kunitzer został zastrzelony 30 września 1905 roku w tramwaju, w czasie podróży z fabryki.

Po śmierci Kunitzera kierownictwo nad kombinatem bawełny na Widzewie przejął Oskar Kon. Od 1910 roku fabryka funkcjonowała pod nazwą Widzewska Manufaktura, w skrócie Wi-Ma. W latach 20. Przedsiębiorstwo zaczęło powiększać swój asortyment i stało się niemal zakładem wielobranżowym, powstał na przykład tartak czy odlewnia metalu, zaczęto produkować własne maszyny włókiennicze. Pod koniec lat 20. Fabryka zatrudniała 10 tysięcy pracowników! Ten ogrom stał się przyczyną upadku zakładów. Przedsiębiorstwo wymagało coraz większych nakładów, a Oskar Kon poczynił kilka nietrafionych inwestycji. W latach 30. Dwa razy ogłaszano upadłość Wi-My. W czasie wojny fabryka weszła w skład koncernu Hermana Goeringa. Po przejęciu fabryki przez Niemców w oddziałach mechanicznych i przędzalniczych otworzono produkcję zbrojeniową.

A po wojnie zakład upaństwowiono i podzielono na trzy niezależne części:

  • Widzewskie Zakłady Przemysłu Bawełnianego „1 Maja” – przedsiębiorstwo przędzalnicze, które w 1991 roku powróciły do przedwojennej nazwy Wi-Ma
  • Widzewską Fabrykę Maszyn „Wifama”
  • Zakład Włókien Sztucznych Anilana – produkowano w nim chemikalia.

Dzisiaj? No cóż… Przedsiębiorstwo nadal funkcjonuje. Ale z zewnątrz widać, że lata świetności ma już za sobą. Szkoda.

 

Ostatnią rzeczą, jaką warto dopowiedzieć o majątku Kunitzera jest fakt, że na Widzewie miał on jeszcze jedno przedsiębiorstwo. Druga osada fabryczna powstała przy dzisiejszej ulicy Niciarnianej. Kunitzer do spółki z Lejzorem Lourie otworzyli przedsiębiorstwo o nazwie Łódzka Niciarniana Manufaktura L. Lourie i Ska. Więcej o historii Ariadny przeczytacie tutaj.

 

Wi-Ma na mapie:

 

Napisaliśmy na podstawie:

R. Bonisławki, Spacerownik Łódzi, Biblioteka Gazety Wyborczej.

M. Szymański, Fabrykanci. Burzliwe dzieje łódzkich przemysłowców.