Więcej o kawiarni i galerii pamiątek Lodzermensch opowiedziała nam Pani Magdalena, która jest managerką tego magicznego miejsca.

 

Co było wcześniej w tym miejscu?

Od zawsze były tutaj żydowskie sklepy, między innymi skład mebli, luster, śledzi, sklep z artykułami kolonialnymi. Na zapleczu znajdowała się wytwórnia cukierków, a na podwórku wyrabiano mydło. Przed wojną kamienica należała do Żydów,  a po wojnie przeszła w ręce Polaków i tak zostało.

Co to za belka, która biegnie pod sufitem?

Wcześniej sufit w tym miejscy był zabudowany, znajdował się tutaj pawlacz i przy okazji remontu, przypadkiem odkryliśmy tę belkę. Okazało się, że jest to carska szyna tramwajowa. Umieszczono na niej napisy w języku rosyjskim.

Skąd pomysł na to miejsce?

Miejsce wymyślił właściciel z moją ciocią, która interesuje się kulturą żydowską. To moja ciocia wymyśliła i stworzyła te wnętrza inspirowane dwudziestoleciem międzywojennym, to był jej autorski pomysł.

Skąd te wszystkie zbiory, które znajdują się w kawiarni?

Niektóre obrazy są na sprzedaż, autorstwa Arkadiusza Golianka. A niektóre pochodzą z prywatnych zbiorów szefa. Zdjęcia, czeki, weksle, bony i inne dokumenty również. Są to pamiątki łodzian, które zbiera i kolekcjonuje szef/właściciel  Lodzermensch.

A gazety na wejściu?

To był pomysł Szefa. Wyszukali je w na strychach, w piwnicach i wytapetowali nimi ścianę.

Wygląda super.

Zdecydowanie. Pomysł był taki, aby wnętrza kawiarni wyglądały możliwie jak najbardziej domowo. Dlatego każdy pokój jest inny. W domu przecież nie ma takich samych pomieszczeń.

Co Pani zdaniem jest najlepszym, najcenniejszym eksponatem?

Komoda. Wypożyczona przez znajomego, wyciągnięta z piwnicy i wypożyczona nam. Zresztą te duże stoły również są wypożyczone. Często ludzie sami się do nas zgłaszają. Mówią, że mają jakieś stare meble, stoją na strychach czy w piwnicach i mogą nam je wypożyczyć.

A goście pytają o możliwość odkupienia tych mebli?

Czasem tak. Goście pytają czy można odkupić komodę albo krzesła, bo bardzo im się podobają. Albo czy maszyna do pisania jest na sprzedaż. Niestety nie ma takiej możliwości, przynajmniej na razie.

Czyli te eksponaty, składające się na wystrój Lodzermenscha pochodzą ze zbiórki łodzian, są to rodzinne pamiątki?

Tak. Ale nie tylko. Zdarza się, że przychodzą panowie zbierający złom. Przychodzą i mówią ‘znaleźliśmy maszynę i możemy oddać’, oczywiście za przysłowiową butelkę piwa. Zdarzało się to na samym początku, jak to miejsce powstawało.

Kto najczęściej odwiedza Lodzermenscha?

Mamy gości z Warszawy, regularnie odwiedza mnie tutaj jedna z aktorek, która występuje w łódzkim teatrze. Ciekawe jest  to że, ale odwiedza mnie bardzo dużo gości z Konstantynowa Łódzkiego.

Przyjeżdżają specjalnie do Pani?

Tak. To bardzo miłe. Jest dużo gości, którzy zaglądają regularnie.

A łodzianie?

Najczęściej pojawiają się przez przypadek.

Starsi czy młodzi?

Nie ma reguły. Tuż obok nas jest biuro podróży dla seniorów, z którym współpracujemy. Zresztą honorujemy miejską kartę seniora, mamy specjalne kupony zniżkowe. Seniorzy cenią sobie nasze wnętrza, czują się u nas jak za dawnych dobrych czasów. Mówią, że jest u nas ciepło i sympatycznie. Kiedyś był u nas Rod Stewart. Jechał ul. Nowomiejską taksówką z przewodnikiem, zobaczył nasz szyld, kazał kierowcy się zatrzymać.  Wszedł, poopgladał , powiedział, ze świetne miejsce, zainteresował się carską szyną. Zanim rozkręciliśmy nasz fun page zaglądali do nas ludzie, którzy znaleźli nas przez przypadek. A teraz przychodzą z ciekawości, bo widzieli gdzieś reklamę, informację o naszych wnętrzach czy ofercie.

A często pytają o wystrój i te pamiątki?

Tak, często pytają gdzie znaleźliśmy te rzeczy.

A co poza pyszną kawą mają Państwo do zaoferowania?

Wymyśliłam sobie, że skoro mamy taki klimat tego miejsca, to będziemy organizować pokazy starych,  czarno-białych filmów. Staram się 2 razy w miesiącu organizować takie seanse. Wejście kosztuje 8 zł, a w tej cenie oprócz seansu jest też herbatka. Na początku frekwencja nie była duża, przychodziło tylko kilka osób. Ale na kolejnych pokazach jest coraz więcej gości. Szczególnie chętnie zaglądają seniorzy.

Co jeszcze będzie się działo w kawiarni w najbliższym czasie?

Organizujemy różne prelekcje. Teraz będzie prelekcja na temat kobiecej szafy. Co zrobić, żeby otworzyć szafę i nie zastanawiać się przez godzinę, co na siebie założyć. Poprowadzi ją Pani Dominika Zaborowska doradca wizerunku medialnego, trenerka, certyfikowany coach.  Wcześniej pomysłodawczyni tej kawiarni zorganizowała prelekcję dla dzieci na temat( regionu łódzkiego i samej) Łodzi. Poza tym była mowa o łódzkich i bałuckich ulicach. Odbyła się też prelekcja o łódzkiej kuchni regionalnej. Specjalnie dla gości smażyliśmy racuchy według lokalnego przepisu. Jakiś czas temu odbyło się spotkanie o Nordkapp poprowadzone przez Piotra Kolendę. Zastanawiałam się kto przyjdzie na spotkanie o jeździe rowerem zimą. A było strasznie dużo ludzi, dostawiałam stoliki i krzesła.

Gdzie Pani znajduje tych wszystkich ciekawych, zaangażowanych ludzi?

Przez pocztę pantoflową. Jak coś raz wyjdzie, to dalej jest łatwiej. Dużo wydarzeń organizujemy praktycznie z dnia na dzień. Nie planuję ich z dużym wyprzedzeniem. Dlatego warto śledzić naszego Facebooka.

A ta lokalizacja pomaga czy przeszkadza?

Przeszkadza i pomaga. Jesteśmy schowani za kościołem, z ulicy nas za bardzo nie widać, z drugiej strony jest Stare Miasto, ale tam nie mamy żadnej reklamy. Mało ludzi zapuszcza się w te rejony. Atrakcjami są Manufaktura, do której mamy 3 minuty, oraz ulica Piotrkowska. Chociaż z drugiej strony taka lokalizacja na uboczu od tych dwóch centrów turystycznych jest atutem. W takim miejscu można odetchnąć. Nie ma tu gwaru Piotrkowskiej, ludzi, którzy chodzą, krzyczą, oglądają. Tutaj jest naprawdę cicho. Latem bardzo przyjemnie siedzi się przy stolikach na zewnątrz. To jest wartość, którą chcemy wypromować. Czasami warto uciec z Pietryny i schować się w takim miejscu, z daleka od zgiełku. Jedynym źródłem hałasu jest tramwaj. Jeździ tutaj linia nr 46, więc nawet tramwaj jest retro.

Co jeszcze chciałaby Pani tutaj zrobić?

Chciałabym, żeby to miejsce żyło. I żeby przychodzili tutaj ludzie z pasją. Chciałabym robić raz w miesiącu kiermasz robótek ręcznych. Ludzie, którzy się tym zajmują są niedoceniani. Przykładem może być pan, który robi kartki świąteczne. Kartki są rysowane ręcznie, ołówkiem. Spotkałam go chwilę przed świętami, ale kartki rozchodziły się błyskawicznie. Dla takich ludzi warto prowadzić to miejsce. Trzeba ich docenić.

Pani jest lokalną patriotką?

Teraz tak. Wcześniej nie lubiłam Łodzi. Zmieniło się to, gdy powstało to miejsce i zaczęłam tu pracować. Pokochałam to miejsce i ludzi, którzy tu przychodzą. Od łódzkich meneli, którzy opowiadają niesamowite historie i zawsze mają pretensje, że nie mamy tu alkoholu, bo częściej by przychodzili. Poprzez naprawdę ciekawych ludzi z historiami ich życia. Szczególnie lubię słuchać seniorów, którzy tu przychodzą. Niektórzy przychodzą po prostu pogadać. W poprzednie wakacje prawie codziennie przychodziła do mnie pani, która opowiadała mi o swoim bardzo ciekawym życiu. Zresztą do tej pory nie lubi się nudzić, na przykład gra w filmach jak statysta. To jest kobieta pełna energii. Jest cudowna, mieszka niedaleko. Przez takich ludzi lubię to miejsce. Oni tworzą klimat – nie kawiarni, ale taką domową atmosferę. Nie jest tak, że tu się wchodzi, pije kawę i wychodzi. Tutaj chce się zostać. Przynajmniej tak mi się wydaje.

Czyli to taka kawiarnia dla łodzian. Dla tych, którzy chcą cofnąć się w czasie, poczuć klimat Bałut?

Tak. Można u nas poczytać, mamy bibliotekę. Dostaliśmy fajny zbiór książek z Centrum Dialogu na temat Łodzi, getta i innych rzeczy.

Goście czytają?

Tak. Szczególnie goście z zagranicy. Przychodzą na kawę, siadają i czytają nasze zbiory, które są w dwóch językach. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Skąd oni się tu biorą?

To turyści, którzy zwiedzają Łódź, idąc z mapą. Wchodzą do nas. Są to często potomkowie mieszkańców dawnej Łodzi. Był na przykład pan z Australii, który szukał informacji o przodkach. Zaglądają goście z Izraela, Argentyny, USA. Naprawdę z różnych zakątków świata.

 

Zaciekawieni? Polecamy, żebyście sami przekonali się jak sympatycznym miejscem jest Lodzermensch. Poczujcie się jak turyści i chociaż przez chwilę cofnijcie się w czasie w tym przepięknym składzie pamiątek. 

 

Uwaga! Pierwsze 10 osób, które zjawi się w Galerii Lodzermensch na hasło: „bujam się w Łodzi” otrzyma kupon zniżkowy. Bawcie się pysznie 😉

 

Lodzermensch na mapie: