Zastanawiacie się co można robić w Łodzi? Jak przyjemnie spędzić czas w mieście? Gdzie odpocząć i przeżyć niezapomniane chwile ze znajomymi? Może Off-Piotrkowska? Jest to jedno z najmodniejszych miejsc w mieście. Można posiedzieć lub potańczyć, pogadać, dobrze zjeść, kupić różne fajne rzeczy. A wszystko w iście łódzkiej oprawie – w fabrycznych murach.

Skąd się wzięła? Historię możemy zacząć w połowie lat 30. XIX wieku, kiedy to przeniósł się do Łodzi czeski emigrant Antoni Ramisch. Zaopatrzony w kilka ręcznych krosien, założył warsztat tkacki. Interes rozwijał się na tyle pomyślnie, że syn – Jan mógł założyć farbiarnię, a wnuk Antoniego – Franciszek miał wystarczający majątek i otwarty kredyt, aby pozwolić sobie na budowę fabryki z parkiem maszynowym. Poczynił więc inwestycje i w miejscu ręcznej tkalni wyrobów bawełnianych, powstała nowoczesna fabryka z mechanicznymi krosnami. W 1889 roku rozpoczęto wznoszenie budynku nowej tkalni i przędzalni. W ciągu kolejnych lat przedsiębiorstwo rozbudowywało się, aż zajęło całą przestrzeń między ulicami Piotrkowską a Sienkiewicza (wtedy ul. Dziką) na szerokości trzech działek osadniczych. Franciszek kupił też dwie działki przy nowo wytyczonej ul. Ewangelickiej (dzisiaj Roosevelta), by zbudować tam tzw. Skarbnicę – górującą do dziś po północnej stronie ulicy. Secesyjna bryła przytłacza swoim majestatem, ale też hipnotyzuje przechodniów.

Rodzina Ramischów miała korzenie rzemieślnicze, tkactwo było ich głównym zajęciem, zawodem przekazywanym z pokolenia na pokolenie. Nie było też niczym nadzwyczajnym stopniowe bogacenie się familii. Przybysze z różnych stron – Polacy, Niemcy, Czesi znajdowali w Łodzi swoją ziemię obiecaną, awansując często w ciągu dwóch czy trzech pokoleń do warstwy więcej niż zamożnej.

Pewnie nikt się nie zdziwi na wieść o tym, że pracę w fabryce Franciszka Ramischa zostały przerwane przez wybuch I wojny światowej. Uległy zniszczeniu krosna, co ograniczyło wydajność fabryki. Ale właściciel nie poddał się łatwo i po 1918 roku wciąż pracował nad rozwojem swojego przedsiębiorstwa. W latach 30. XX (a więc sto lat po przybyciu Ramischów do Łodzi) fabryka Franciszka osiągnęła ostateczny kształt. Co ciekawe, nigdy nie zagospodarowano części bezpośrednio przylegającej do ul. Piotrkowskiej. Do 1922 roku stały tam dwa drewniane rękodzielnicze domy (pewnie podobne do tych, jakie można oglądać w skansenie przy Białej Fabryce…). Po ich zburzeniu właściciele podjęli decyzję o zamknięciu działki murem. Zbudowano tam też stróżówkę. Możemy żałować, że Franciszek Ramisch nie zdecydował się nigdy na budowę w tym miejscu reprezentacyjnej kamienicy. Na pewno byłaby piękna i okazała!

W 1924 roku spadkobiercy przekształcili przedsiębiorstwo – powstała Fabryka Wyrobów Bawełnianych Spółka Akcyjna Franciszek Ramisch w Łodzi. Zatrudniała wówczas około 1000 osób, a rodzina Ramischów miała ugruntowaną pozycję wśród grupy średniej burżuazji łódzkiej.

W 1945 roku fabrykę upaństwowiono. Powstała Łódzka Przędzalnia Przemysłu Bawełnianego, a następnie Zakłady Przemysłu Bawełnianego imienia gen. Waltera. Produkcja była kontynuowana do roku 1990. W murach dawnej fabryki Franciszka Ramischa znalazło siedzibę wiele różnych firm. Obiekt podupadł, nieremontowany straszył przechodniów. Na przekroczenie bramy przy Piotrkowskiej 138/140 decydowali się głównie amatorzy gry miejskiej (wejdź w ciemny, podejrzany zaułek i nie daj się zabić) oraz koneserzy sajgonek, z których to miejsce zaczęło słynąć (z sajgonek, nie koneserów…). Tzw. China Town stało się symbolem upadku Piotrkowskiej.

Było to nieszczególne miejsce, ale nie można mu było odmówić pewnej magii. Z niej chyba narodził się pomysł Off-Piotrkowska. Off, mieszczący się w murach dawnej fabryki, stał się najmodniejszym miejscem w mieście. Przyciągnął kreatywnych, którzy zagospodarowali przestrzeń w taki sposób, by zachęcić Łodzian i nie tylko do spędzania tu czasu. I udało się. Co prawda pierwsze, idylliczne projekty zweryfikował brutalny świat biznesu – nowatorskie i tanie (nazwijmy roboczo ‘studenckie’) pomysły dedykowane dla młodych i niezamożnych, przekształciły się w bardziej wyrafinowane dedykowane, nie wiemy czy starszym, ale na pewno zamożniejszym i bardziej wybrednym klientom. Oczywiście, że na Off-Piotrkowska każdy znajdzie coś dla siebie.

My cieszymy się, że fabryka zachowała swój surowy entourage. Nie zamieniła się kolejną plastikowo-szklaną galerię z sieciówkami. Mamy nadzieję, że wiosną będziemy mogli wybrać się na Piotrkowską 138/140 i na fabrycznym podwórzu, wśród ceglanych murów napijemy się czegoś pysznego, wygrzewając się w słońcu na leżakach przy stoliku z palet…

Pełna hipsteriada.

Polecamy!