Niewiele dalej od rogu Lutomierskiej i Zachodniej znajduje się skromny plac. Plac Piastowski, nazywany wcześniej Placem Bazarowym to dość interesujące miejsce. Oczywiście interesująca jest jego historia, bo pewnie będąc w tamtej okolicy, pod względem wrażeń estetycznych nie przykuł on waszej uwagi. O co chodzi zatem? Otóż jak to w Łodzi, wiele miejsc które znamy na co dzień, skrywa jakąś tajemnicę. I taka samo jest z Placem Piastowskim. Otaczają go ulice Rybna i Bazarowa, które w prostej linii nazwę swoją biorą z tego co tutaj wcześniej stało – okazałej Hali Targowej. Nie dysponujemy zdjęciem tego miejsca, ale ciekawe fotografie znajdziecie np. tutaj.
Nas też zdumiewa widok dawnej hali na starych fotografiach. To tak jakby połączyć dach Pałacu Poznańskiego z bramą główną do jego zakładów. Budynek ten nazywany był Halą Tanfaniego, od nazwiska jej fundatora i właściciela Giuseppe Tanfaniego (ten z kolei był w bliskich relacjach z rodziną Heinzlów). Obiekt był podobno bardzo nowoczesny, jak na swoje czasy, czego dowodem była duża liczba sklepów oraz obecność… bieżącej wody. W czasie wojny Plac stał się miejscem publicznych egzekucji Żydów z łódzkiego getta.

Dlaczego wspominamy o tym miejscu? Bo całkiem niedawno na placu rozbłysła odrestaurowana zabytkowa latarnia. Jest to historia o tyle niesłychana, że latarnia ta uważana jest za absolutnie najstarszą w mieście i liczy sobie 120 lat. Pomyślicie sobie – „kogo to obchodzi, latarnia jak każda inna”. A jednak. Niedawno zaniedbaną latarnię z placu zdemontowano, oddano do naprawy, wyczyszczono, pomalowano i znów góruje nad Placem Piastowskim.

Co w tej historii niezwykłego? Ano to, że łodzianie byle latarni nawet nie odpuszczą! Oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Niby latarnia jak każda inna, a jednak z jej renowacji uczyniono w tym miejscu małe święto. To zabawne, bo w jakim innym mieście słyszeliście z mediów o renowacji … latarni? W żadnym? W naszej opinii to w ogóle wspaniała historia z tą latarnią. Bo sama ona, na zdjęciach, prezentuje się całkiem nieźle. Ten dziwny element na środku oraz liny które od niego odchodzą, pozwalały kiedyś wciągnąć klosz na szczyt latarni. Miało to sens kiedy latarnie nie były jeszcze elektryczne, a gazowe. A pierwszą elektrownię w Łodzi postawił

Zatem dobrze, że zrobiło się o niej głośno choć na chwilę. Bo jadąc w tamtą stronę można zatrzymać się i zobaczyć kawał całkiem niezłej latarni. Z odrobiną wyobraźni (oraz posiłkując się zdjęciami dawnej Hali Tanfaniego)  możemy zobaczyć jak niegdyś wyglądało to miejsce. Zgiełk dawnego Placu Bazarowego, co prawda zastąpił krzyk dzieci bawiących sie w piaskownicach oraz rozmowy mieszkańców przesiadujących na ławkach. Niemniej jednak latarnia uświadamia nam, że pamięć dawnych miejsc jest w mieszkańcach na tyle duża, że potrafią cieszyć sie nawet ze starej latarni. Miejsce to, jak i całe wydarzenie pozwala nam jeszcze bardziej zwracać uwagę na drobne miejskie detale. Jest ich wszędzie pełno, a każdy z nich może mieć historię podobnie ciekawą jak ta opisana.