Park Sielanka

czyli wyskocz z bloku i jesteś na rybach

Brzmi trochę dziwnie prawda? Z jakiego bloku wyskocz? Jakie ryby? Ano z bloku albo bloków obok Parku Sielanki w Łodzi. W zasadzie wszyscy, Ci którzy mieszkają przy ulicy Cieszkowskiego to chyba najwięksi szczęściarze. Wychodzisz sobie codziennie z mieszkania i jesteś… na rybach. W Parku Sielanka dzieją się naprawdę zabawne rzeczy… ale po kolei.

Do Parku Sielanki wcale nie tak łatwo się dostać. Nam udało się to przypadkiem, chyba trochę nielegalnie przejechaliśmy ze stacji benzynowej na parking przed parkiem (ale nie mówicie o tym nikomu). Skoro już byliśmy na miejscu, to zajrzeliśmy z ciekawości.

Park jest bardzo niepozorny. Obserwowany od strony ulicy Pabianickiej, sprawia wrażenie raczej małego skweru, z klasycznymi obiektami łódzkiej architektury pomiędzy drzewami. Czyli mowa o przepięknych zabytkach, które… popadają w ruinę. Ot taki miejski klimat. Dlatego właśnie postronny obserwator może machnąć na to miejsce ręką i założyć, że w gęstwinie zieleni, za tymi zabytkami to już tylko pewnie ruiny i wysypisko śmieci. No i może się nieźle zaskoczyć. Tak jak my.

W tej gęstwinie właśnie kryje się niesamowity park. Dwa stawy, lepsze i gorsze alejki. Ścieżki szutrowe oraz alejki betonowe. Mini plac zabaw dla najmłodszych i… lokalni mieszkańcy piknikujący tutaj w najlepsze. To właśnie Ci lokalni rezydenci parkowej przestrzeni zrobili na nas wrażenie. Spacerując po parku i robiąc zdjęcia, czuliśmy na sobie ich uważny wzrok. Chyba w żadnym innym miejscu, które odwiedzaliśmy (no może poza niektórymi muzeami, w których niepozorne panie siedzące gdzieś w kącie pomieszczenia i czytające książkę ni stąd ni zowąd okazują się być strażnikami tego przybytku o czym przekonujesz się po głośnym BEZ LAMPY BŁYSKOWEJ!! ) nikt tak uważanie nie przyglądał się naszemu hobby. No i przy okazji bawią się tutaj naprawdę w najlepsze. Leżaki, materace plażowe, rozkładane stoliki turystyczne, no i wędki. Jak wczasy nad wodą pod miastem, tylko że w mieście.Oczywiście gwoli ścisłości, nic nie mamy do tych osób i serdecznie ich pozdrawiamy. Mówimy tylko o tym zakładając, że park jest najwyraźniej elementem ich codzienności albo nawet jakaś małą ojczyzną i dlatego każdego intruza traktują z należytą uwagą. To najwyraźniej ich codzienna sielanka i niespecjalnie chcą się nią dzielić z innymi.

A naprawdę jest się czym dzielić i czego pilnować. W parku jest bowiem bardzo klimatycznie. W słoneczny dzień można tutaj znaleźć sporo cienia. Gęsta zieleń dobrze izoluje od miejskiego zgiełku. Trudny dojazd do parku eliminuje niedzielnych entuzjastów miejskiego zwiedzania. Stawy dostarczają pożądanego chłodu w letnie dni, a co bardziej gotowi do rekreacji mogą tutaj nawet złowić jakąś rybę. Jest tu nawet górka do jazdy na sankach, ale niestety nie mogliśmy przetestować, bo nie wzięliśmy sanek.

 

Należałoby teraz napisać kilka słów o dwóch okazałych willach, stojących dumnie przy ulicy Pabianickiej. Niemal każdy kto jedzie w sobotę na hot-doga do IKEA i wraca tędy do domu obładowany kartonami niepotrzebnych mebli z promocji, zastanawia się z pewnością „dlaczego te budynki tak straszą”. Ich historia jest naprawdę niezwykła i skrywa wiele ciekawostek, ale… nie opowiemy Wam jej w tym wpisie. Poczekacie do następnego razu, prawda?

 

You may also like

%d bloggers like this: