Byliście lub przejeżdżaliście kiedykolwiek przez Plac Wolności w Łodzi? Jakie mieliście wrażenia? Podobało się Wam to miejsce? Pomyśleliście, że to betonowa pustynia? Początek sławnej ulicy Piotrkowskiej? A może, że to jakieś dziwne rondo z niezrozumiałym monumentem pośrodku. My wciąż się spieramy. Czy to symbol miasta? Czy miejsce wymagające gruntownej reorganizacji? Nie mniej jednak wydaje się nam, że Plac Wolności jest jednym z najbardziej charakterystycznych miejsc w Łodzi.

Ciekawe ile osób, przejeżdżających każdego dnia przez Plac Wolności zdaje sobie sprawę, że był to Nowy Rynek – miejsce, z którego zaczęła rosnąć wielka, fabrykancka Łódź. Nazwa miała go odróżnić od Starego Rynku, a powstał jako centrum nowej osady włókienniczej. Nowy Rynek wytyczono w 1823 roku na planie ośmioboku, zaplanowano przy nim 16 działek budowlanych i miał to być reprezentacyjny plac. Stało się tak, że pierwsza parcela została zajęta przez… szynkarza, czyli właściciela karczmy. W 1824 roku wybudowano parterowy, drewniany dom, który przeznaczony był na karczmę oraz zajazd. W reakcji na tę mało reprezentacyjną budowlę władze podjęły decyzję, że od tej pory Nowy Rynek może być otoczony wyłącznie murowanymi budynkami.

Jako drugi powstał ratusz miejski i ten okazał się już godnym Nowego Rynku. Na dowód tego wybudowany w stylu klasycystycznym ratusz stał się  wzorem dla planowanej zabudowy – pozostałe budynki również miały powstać w tej samej estetyce. I tutaj ciekawostka. Na wieży ratusza zaprojektowano zegar. Ufundował go ozorkowski przedsiębiorca Fryderyk Schloesser. Niestety ani w Łodzi, ani w żadnej z sąsiednich miejscowości nie było zegarmistrza, który podjąłby się zainstalowania zegara. udało się to dopiero w roku 1834, gdy budynek stał już od 7 lat. Ratusz był siedzibą władz miejskich do 1915 roku, a następnie został zaadaptowany na Archiwum Akt Dawnych.

Prestiż Nowego Rynku podnosił fakt, iż usytuowano przy nim ewangelicki kościół świętej Trójcy (obecny budynek kościoła wzniesiono w latach 1890-1891) oraz szkołę realną. Władze wydały zezwolenie na budowę jatek i wprowadzenie handlu ostatecznie przesądziło o wzroście zaludnienia tej części miasta. Szczególnie przybywało ludności żydowskiej, która zaczęła osiedlać się w tej okolicy po 1863 roku. Pozostałe puste działki w stosunkowo niedługim czasie zostały zajęte przez szereg dwukondygnacyjnych domów. Właścicielem jednej z kamienic, pod numerem 6., był Juliusz Kunitzer, znany łódzki fabrykant pochodzenia niemieckiego.

Rynek nowomiejski w połowie XIX wieku został wyłożony polnym kamieniem, znajdowały się przy nim cztery studnie z pompami, a przez niego przebiegało kilka linii tramwajowych. Było to zresztą powodem niezliczonych kolizji tramwajów z wozami.

Nowy Rynek został przemianowany na Plac Wolności w 1918 roku. Symbolem tej nazwy i jej uzasadnieniem miał stać się pomnik Tadeusza Kościuszki, odsłonięty w roku 1930. Został on zniszczony przez Niemców na początku II wojny światowej i odbudowany po wojnie (1960). Od tamtej pory jest jednym z najbardziej charakterystycznych miejsc w Łodzi.

Właśnie, czy Plac Wolności jest kultowym miejscem, czy niezrozumiałym przeżytkiem z przeszłości? Z jednej strony jego długa historia jest mocnym uzasadnieniem za zachowaniem go w takim kształcie. Był głównym placem Nowego Miasta, najbardziej reprezentacyjnym miejscem, skupiającym najważniejsze instytucje (ratusz, policja, szkoła, kościół, jatki, karczma – dla każdego coś dobrego…). Nawet jego nazwa jest w jakiś sposób wytłumaczalna. Najpierw był po prostu Nowym Rynkiem, aby odróżnić go od tego starego na Starym Mieście, a później zmianę nazwy można potraktować jako hołd dla niepodległości RP i potraktować ją jako wynik entuzjazmu dla bieżącej sytuacji politycznej. W końcu, czy mało mamy w miastach i miasteczkach alei Niepodległości czy ulic Wolności? W czymże nasz łódzki Plac Wolności miałby im ustępować? Taką samą nomenklaturę wybrali chociażby w Poznaniu i  też mają swój Plac Wolności. A Kościuszko? Ta sama logika – nie pierwszy i nie jedyny pomnik  bohatera narodowego. A ile szkół jest jego imienia? Ile ulic, placy i placyków? Nawet ma górę swojego imienia. I to gdzie? W Australii! A że nie jest to postać z Łodzią związana? Cóż… taka polityka historyczna. To fakt, że nie ma w Łodzi ani jednej ulicy, skwerku czy choćby ławeczki  imienia któregoś z wielkich, łódzkich fabrykantów. Oczywiście pamiętamy o ślicznym pomniku, na którym są Scheibler, Grohman i Poznański – wyjątek potwierdzający regułę. Przy okazji, nie wiem jak Wam, ale nam zawsze się wydaje, że fabrykanci grają w karty 🙂

Ale jest też druga strona. Plac Wolności jest betonową pustynią. Wydaje się być zimny i nieprzyjazny. Wydaje się być w porządku jako trakt komunikacyjny, ale żeby jechać tam specjalnie dla tego miejsca? No niby po co? Archiwum Akt Dawnych… bądźmy szczerzy, to rozrywka albo dla studentów historii (opcjonalnie pracowników naukowych), albo dla totalnych frików. Do spraw kościelno-duchowych się nie mieszamy, to według potrzeby. Jest jeszcze Muzeum Archeologiczne – nie skreślamy, dajemy szansę, ale jest to prawdopodobnie jednorazowy strzał. Bo co się w archeologii może dziać aż tak ciekawego, żeby wracać regularnie do muzeum? Jest też Dętka, czyli muzeum kanałów. Jak wyżej. Przyciągać może cukiernia, bo do cukierni się wraca, bo jest tam pysznie. Oraz Wolność Cafe – dajemy plusa za samą nazwę. Niektórzy może wpadają regularnie do apteki (ale znowuż Muzeum Farmacji? Naprawdę?). Na pewno punktem wartym regularnego odwiedzania jest punkt MPK – posiadacze migawek urządzają tam prawdopodobnie regularne pielgrzymki. Ale to już chyba jest ul. Nowomiejska… Od Placu Wolności odstraszają regularnie wysiadujący tam ludzie wykolejeni bądź upojeni, którym regularnie brakuje 20 groszy – prawda, pani kierowniczko/panie kierowniku? Innymi słowy, bumelanci, żule czy menele. A pamiętacie słynnego na całą Polskę Sylwestra transmitowanego przez TVP? Urządzony był właśnie na Placu Wolności. Chyba mało co mnie tak zdziwiło, jak Kościuszko zasłonięty czarną płachtą. Dziwnie by wyglądał ponad rozśpiewaną i roztańczoną Panią Marylką. Który to był rok? 2009? W każdym razie działo się. Był też pomysł pozbawienia Placu Wolności znamion ronda – ruch uliczny zostałby usunięty, Kościuszko przesunięty, a Plac… usunięty? Niby stałby się placem (nie rondem). Niby mogłyby się tam odbywać masowe, miejskie imprezy i w ogóle byłoby super. Tylko jak tak można? Jakoś by to było… dziwnie. Bez Kościuszki na środku?

I tak sobie można dyskutować bez końca: Plac Wolności – hit czy kit? Argumentów żadnej stronie nie brakuje. A te, które przytoczyliśmy regularnie pojawiają się w naszych dyskusjach. Ponieważ dokładnie połowa z nas uważa Plac Wolności za miejsce kultowe, charakterystyczne i warte pokazania, bo jest co tam pokazywać. A połowa uważa, że już dawno należałoby to miejsce zmodernizować albo po prostu zaorać i zapomnieć.

Co sądzicie?