Z Łodzią to jest często tak, że gdziekolwiek się nie ruszysz, trafisz na coś ciekawego. Niedawno wybraliśmy się w kierunku Księżego Młyna i zatrzymaliśmy się przed małym budynkiem przy ul.  Przędzalnianej 71. Zna go pewnie każdy, kto od czasu do czasu przechadza się po Księżym Młynie. Dość nietypowy obiekt, bo bardzo tradycyjny, niewielki domek, może wzbudzać zdziwienie. Zwłaszcza mając w tle okazałe budynki dawnej fabryki Scheiblera – dzisiaj lofty. Ilu z Was zadawało sobie pytanie: o co chodzi z tym domkiem?

Tajemnice łódzkich kontrastów

Jak to w Łodzi. Jeśli coś stoi w danym miejscu i mocno kontrastuje z otoczeniem, znaczy, że to coś dla miasta bardzo ważnego (lub zabytkowego), ale nikt nie ma na to pomysłu lub nikt nie wie do kogo to aktualnie należy. W przypadku tego domku nie wiemy, która opcja jest właściwa.  Wiemy natomiast nieco więcej o samym domku i jego historii. Jak to w Łodzi, skrywa całkiem ciekawą…

Tajemniczy domek

Historię Księżego Młyna można w zasadzie rozpocząć od tego właśnie domku.  Należał do Krystiana Wendischa, który w 1824 roku przybył do Łodzi z Saksonii, aby zaspokoić rosnące potrzeby na przędzę bawełny w całym Królestwie Polskim. Przedsiębiorca przybył do Łodzi na zaproszenie nie byle kogo, bo samego Rajmunda Rembielińskiego – tego od pomnika przy Alei Politechniki. Rembieliński poszukiwał bowiem specjalisty, który na terenach Księżego Młyna, zbuduje mechaniczną przędzalnię oraz rozpocznie produkcję na dużą skalę. Znalazł go w osobie Wendischa.

Początki interesu Wendischa

Wendisch w ramach współpracy z władzami Królestwa Polskiego otrzymał odpowiednią ziemię oraz stosowną pożyczkę. W zamian za to zobligował się do wybudowania obiektów przemysłowych oraz rozpoczęcia produkcji. Ciekawym warunkiem umowy w ramach współpracy na linii fabrykant – władze, był zapis dotyczący zaprzestania importu przędzy zagranicznej w momencie, kiedy zakłady Wendischa osiągną zakładany poziom produkcji. Swoisty monopol na produkcję dawał Wendischowi pewne poczucie bezpieczeństwa, jeśli chodzi o rynek zbytu. Jednocześnie łatwo zauważyć pewną presję władz na intensyfikację wysiłków w zakresie mechanizacji i industrializacji Łodzi. Można powiedzieć, że mniej więcej tak rozpoczęła się przemysłowa historia Księżego Młyna.  Historia z dosyć kiepskim zakończeniem. Przynajmniej dla Wendischa.

Jasień, który wprawia wszystko w ruch

Krystian Wendisch od 1825 roku intensywnie rozbudowywał swoje przedsiębiorstwo. Jeszcze w 1825 roku wybudował piętrowy, murowany gmach budynku służący za przędzalnie oraz drewniany, parterowy budynek wykorzystywany jako czyszczalnia bawełny. Najważniejszym obiektem był jednak trzykondygnacyjny budynek przędzalni bawełny – to właśnie na budowę tego obiektu najbardziej liczyły władze Królestwa. Fabrykę wybudowano w 1827 roku i wyposażono w nowoczesne maszyny napędzane napędem hydraulicznym. Maszyny w ruch wprawiał nurt rzeki Jasień, który obracał koło wodne i tym samym dawał napęd dla maszyn. To ciekawe rozwiązanie idealnie wpisywało się w krajobraz okolicy. Dotychczasowy młyn zbożowy zastąpiono kołem wodnym napędzającym maszyny do produkcji przędzy. Historia zatoczyła koło. Obok obiektów fabrycznych, Wendisch wybudował również swój dom. Prowadził także w okolicy gospodarstwo rolne oraz założył ogród.

Kres prosperity zakładów

Interes „kręcił się” całkiem nieźle, produkcja wykazywała wzrost. Przedsiębiorca swoją przędzę sprzedawał we własnym składzie w Warszawie oraz w Łodzi, gdzie znajdowała się filia. Styczeń 1830 roku przyniósł kres prosperity zakładów wraz z nagłą śmiercią fabrykanta. Krystian Wendisch zmarł bowiem na atak serca. Zakłady przechodziły w ręce różnych właścicieli. W latach trzydziestych, silną konkurencję dla zakładów zaczął stanowić Ludwik Geyer, za sprawą instalacji w swojej fabryce cudownego wynalazku – maszyny parowej. Większa wydajność zakładów Geyera przy jednoczesnym starzeniu się parku maszynowego zakładów Wendischa wpływały negatywnie na ich rentowność. W 1845 roku zakłady nabył zgierski przedsiębiorca Karol Fryderyk Moes, który zobowiązał się zmodernizować zakład i uczynić go konkurencyjnym. W 1854 roku fabrykę wyposażono w maszynę parową o mocy 30 koni mechanicznych. Ciekawym pozostaje fakt, że przez klika kolejnych lat  napęd wodny i parowy działały niemal równolegle. Moes  z początkiem swojej działalności miał sporo szczęścia. Interes szedł mu dobrze, relatywnie szybko podwoił swoje zyski oraz wkrótce stał się jednym z najbardziej znanych łódzkich fabrykantów. Dobra passa trwała do początku lat sześćdziesiątych, kiedy to Łódź nawiedził „głód bawełniany”. Z powodu braku surowca Moes musiał zaprzestać produkcji. W międzyczasie w zakładzie wybuchł pożar. Wreszcie kres całego przedsięwzięcia przyniosła śmieć właściciela. Z początkiem lat siedemdziesiątych tereny dawnych zakładów Krystiana Wendischa nabył Karol Scheibler, rozpoczynając jednocześnie zupełnie nowy rozdział historii Księżego Młyna.

Co zostało dzisiaj po Krystianie Wendischu

W krajobrazie Księżego Młyna trudno dzisiaj odnaleźć fragmenty zakładów Wendischa oraz zmodernizowanej fabryki Karola Moesa. Dobrą dokumentację w tym zakresie zgromadziła Grażyna Kobojek w „Księży Młyn – Królestwo Scheiblera”. O obecności Wendischa w tym miejscu przypomina nam jednak wciąż stary domek przy Przędzalnianej. To zdumiewające, że mimo tak intensywnej przebudowy tego obszaru, obecności zakładów Scheiblera czy bliskości willi Edwarda Herbsta, domek Wendischa ocalał w całkiem niezłym stanie. Ten niewielki dworek, przypominający te z czasów polski szlacheckiej, nie posiada obecnie żadnych lokatorów. Nie są nam znane również jego plany zagospodarowania. W „Spacerowniku łódzkim” Ryszarda Bonisławskiego snuto plany, co do wykorzystania obiektu w ramach rewitalizacji zakładów Scheiblera i budowy Loftów. Najwidoczniej inwestor miał jakiś pomysł na wkomponowanie obiektu w cały krajobraz. Jak widać po zdjęciach, działka leżąca w bliskiej styczności z domem Wendischa jak i sam dom są obecnie mocno odseparowane od kompleksu loftów. Widać, pomysł nie wypalił, a szkoda. Tym bardziej, jeśli weźmiemy pod uwagę dorobek jego właściciela. Wielu uważa, że zakłady Ludwika Geyera są kolebką fabrykanckiej Łodzi. Czym jednak są mechaniczne zakłady Krystiana Wendischa, które powstały 10 lat wcześniej od Białej Fabryki?

Jesteś tuż obok

Wspaniałej will Edwarda Herbsta

Zajrzyj do środka

 

Na podstawie:

Grażyna Kobojek , Księży Młyn – Królestwo Scheiblera, Towarzystwo Opieki Nad Zabytkami – oddział w Łodzi, Łódź 1998

Dom Krystiana Wendischa na zabytkowej mapie Łodzi