Zajezdnia tramwajowa Brus

 

SONY DSCSzukając nowych wrażeń, trafiliśmy do starej zajezdni tramwajowej Brus. Mieści się ona przy ulicy Konstantynowskiej 115 i jak się dowiedzieliśmy jest jedną z najmniejszych zajezdni w Polsce. Dlaczego? Być może powodem jest fakt, że nie była rozbudowywana od nowości, czyli od 1910 roku. Nie znamy się za bardzo na infrastrukturze tramwajowo-autobusowej, ale z naszych obserwacji wynikało, że jest to kolejne miejsce w Łodzi w zupełnie starym stylu.

Nasuwa się pytanie czy aby na pewno w Łodzi. Co to właściwie jest ten Brus? Otóż jest to nazwa jednego z osiedli, które przed wcieleniem w granice Łodzi (miało to miejsce po II wojnie światowej) było miastem, w którym mieściła się siedziba gminy. Wcześniej natomiast ziemie te były własnością kapituły katedralnej krakowskiej (przynajmniej od XVI stulecia). Łódź w tym czasie wchodziła w skład dóbr biskupów kujawskich i Brus rósł jako jej konkurent. Miasto jednak nie rozwinęło się i straciło prawa miejskie na pewien czas. Drugi rozbiór Polski przyniósł upaństwowienie tych dóbr, co pozwoliło na to, by Brus przeszedł w ręce świeckich właścicieli. Pod koniec XIX wieku zarządzał nim Ludwik Meyer (więcej o nim tutaj). Rezydencja Meyera zachowała się do dziś. Po jego śmierci majątek trafił w ręce jego córki, zamężnej z Alfredem Biedermannem. Później dobra zostały upaństwowione i jak wspomnieliśmy, po wojnie zostały wcielone w granice Łodzi.

Skąd taka nazwa? Brus oznacza osełkę, urządzenie do mielenia zboża. Można zatem przyjąć, iż znajdował się w tym miejscu młyn. I w ten sposób rozszyfrowaliśmy zagadkę etymologiczną.

Ale wracając do zajezdni… Naprawdę nie znamy się na flocie komunikacji miejskiej. A z samym MPK mamy do czynienia o tyle, że raz na jakiś czas oczekujemy od niego, że za jego pomocą przemieścimy się z punktu A do punktu B.

Jako totalnym dyletantom, bardzo podobały nam się najstarsze egzemplarze tramwajów. Takie z drewnianymi ławeczkami i drewnianą podłogą. Podróżowanie nimi, może nie było najwygodniejsze, ale podejrzewamy, że mimo niedogodności dostarczało wrażeń. Niestety nam nie dane było spróbować. Przynajmniej nie tym razem.

Zajrzeliśmy na chwilę również do samej zajezdni, gdzie ze zdziwieniem odnotowaliśmy, że kryje ona kolejne skarby. Niestety w stanie kompletnego rozkładu. Takiej ilości rdzy dawno nie widzieliśmy. Rosyjskie napisy nie świadczą o niedawnej metryce. Również stylistyka (chociaż ukryta pod korozją) przywodzi na myśl dawne czasy, których dbałość o detale w przedmiotach codziennego użytku mogłaby zawstydzić dzisiejszych projektantów. W każdym razie, mamy nadzieję, że specjalistom uda się uratować ten gustowny wagonik.

Mamy nadzieję, że wybaczycie nam te letnie zdjęcia zimową porą. Wyciągnęliśmy je z domowego archiwum dopiero teraz. Mamy nadzieję, że następnym razem przywieziemy z Brusu zdjęcia willi Meyera.

 

Zobacz zajezdnię Brus na mapie: