Zamki w Łodzi? A i owszem, bo jak inaczej nazwać ogromne, przemysłowe budynki stylizowane na średniowieczne fortece? Fabrykami? To trochę zbyt płytko powiedziane, jeśli pod uwagę bierzemy ich wygląd, styl i przestrzeń jaką zajmują. Być może nigdy nie zdawaliście sobie z tego sprawy, że przechodząc obok tych ponad 100 letnich gmachów fabryk, mijacie tak naprawdę fortece i warownie. Aby to udowodnić wystarczy kilka zdjęć poniżej i … odrobina Waszej wyobraźni. Pokażemy Wam 8 największych zamków w Łodzi. Zaczynamy!
Fabryka Henryka Grohmana
Budynek znany chyba każdemu kto kiedykolwiek wybrał się na Księży Młyn. Częstokroć o tej fabryce mówi się: „A czemu tej na strefie nie odnowili?”, „To ta po gorszej stronie ulicy?”, „Ta rudera obok piekarni, z której pachnie tak wspaniale?”, „Budynek wspaniały, ale rudera jeszcze większa”. Sporo prawdy w tych wypowiedziach (zwłaszcza ostatniej) bo budynek, jak każdy na Księżym Młynie, swój urok ma! I to nie byle jaki, bo fabryka z bliska okazuje się być całkiem sporą fortecą. Na uwagę zasługuje wieża, widziana od strony wyjazdu z ŁSSE oraz, prawdopodobnie front i główne wejście, dobrze eksponowane od strony ulicy Magazynowej (najlepiej widać ją chyba od tej ulicy). Żal ściska serce kiedy widzi się ten budynek. Zwłaszcza, jeśli odwrócimy się w drugą stronę i spoglądając na Lofty Scheiblera, przekonamy się, że rewitalizację da się zrobić naprawdę nieźle! Cóż, fabryka Henryka Grohmana przetrwała do dzisiaj, więc miejmy nadzieję, że doczeka się również swojej drugiej młodości. Biorąc pod uwagę otaczającą ją, świetnie odnowioną, przestrzeń, fabryka zaczyna mocno odstawać. Na elewacji budynku zawieszono typową tabliczkę przybliżającą rys historyczny. Brawo dla śmiałków, którzy odważą się wejść w gąszcz traw i krzaków, aby przeczytać sobie jej historię. W fabryce Grohmana, jak w każdym prawdziwym zamku mieszka tajemnicza postać. Niektóre z nich mają swoją Białą Damę, a w tym łódzkim zamku mieszka… Bilbo Baggins…

Budynek jest na tyle ciekawy, a obraz jego nędzy i rozpaczy na tyle dotkliwy, że trafił nawet do rankingu niezwykłych, opuszczonych miejsc w Polsce. Zarówno o nim jak i o innych obiektach przeczytacie na blogu morizon. 

Fabryka Ramischa przy Sentorskiej
Niektórzy pewnie czytając nagłówek nie mogli uwierzyć, że nie chodzi o OFF Piotrkowska! Bo nie chodzi. Otóż Edward Ramisch, po rozkręceniu swoich zakładów przy ulicy Piotrkowskiej 144, oddał je w ręce swojego brata, a sam przeniósł się na ulicę Senatorską, aby tam wybudować kolejny zakład. I tak powstała forteca przy Senatorskiej. Wejście do całego kompleksu pierwotnie znajdowało się pewnie od strony ulicy Milionowej (obecnie w miejscu charakterystycznej bramy stoi … ściana). Sporo z oryginalnej zabudowy wciąż ma się dobrze. Trzykondygnacyjna forteca z okazałą wieżą oraz niewielkie, ale wyjątkowo piękne budynki na podwórku mówią o rozmachu dawnej fabryki. „Forteca Ramischa” niewiele ma już z oryginalnego wyposażenia. Maszyny tkackie zastąpiły przestrzenie pod wynajem, a różnych zakładów na terenie dawnej fabryki jest chyba tyle ile cegieł w elewacji.

Fabryka Ramischa przy Piotrkowskiej 144
Nareszcie miejsce, które każdy może zobaczyć z bliska. Off Piotrkowska to miejsce, w którym w dawnych fabrycznych murach urządzono świetną przestrzeń pod knajpy, restauracje i inne obiekty z gatunku miło spędzonego czasu. Wszystkiego można dotknąć, zobaczyć z bliska i wejść do środka. O wszystkim pisaliśmy Wam dokładniej tutaj, zatem nie ma sensu się dłużej rozwodzić. Kolejny „Zamek Ramischa” w Łodzi może wzbudzić duże zainteresowanie. Jeszcze większe, jeśli przechodząc miedzy stolikami różnych restauracji, spojrzymy w górę i przekonamy się, jak wielki jest ten zamek.  Wejścia do niego broni niewielka brama od strony Piotrkowskiej. Sforsować można ją dość łatwo. Da się też wejść od strony ulicy Sienkiewicza i Roosvelta.

Fabryka Adama Ossnera
Ilekroć jedziemy ulicą Kilińskiego w miejscu Fabryki Adama Ossnera czujemy jakiś głęboki respekt do tego budynku. Jest ogromny! Do tego neogotycka wieża doskonale widziana od strony Kilińskiego dodaje całemu budynkowi bardzo fortecznego klimatu. Oryginalnie widziany na zdjęciach budynek to dawna przędzalnia. W czasie II wojny światowej Niemcy zdemontowali maszyny do wyrobu tkanin i rozpoczęli w fabryce produkcję części samolotów i samochodów. Po wojnie władze PRL postanowiły podtrzymać niemieckie pomysły w zakresie wykorzystania budynku i, pod wdzięczną nazwą „Polmo” produkowano tam części do samochodów. Kiedyś, z ciekawości, chcieliśmy sprawdzić dlaczego stan budynku jest taki, a nie inny. Okazało się, że właściciel tej „fortecy” miał całkiem niezły pomysł na zagospodarowanie przestrzeni w postaci przekształcenia budynku w obiekt mieszkalny (a la lofty). Wszystko było na dobrej drodze, gdy nagle dowiedzieliśmy się, że… budynek znów jest na sprzedaż. Więcej tutaj

 

które mijasz codziennie

8 największych zamków w Łodzi

Kliknij aby przejść do następnej części